„Autor” – słowo, którego niepotrzebnie się boimy

Autor wielu osobom kojarzy się z „pełnoprawnym” pisarzem. Takim po debiucie, z własną książką na półce i z rzeszą czytelników za plecami.

To zwykłe słowo z jakiegoś niezrozumiałego powodu stało się swoistą miarą umiejętności. Zaczęło wywoływać opór i przywodzić myśl, że „to jeszcze nie o mnie” albo – co gorsza – że „to nigdy nie będzie o mnie”.

Nie, to nie jest problem językowy. To problem znaczeń, które do tego słowa dokładamy. Bo słowo „autor” staje się wykluczające dopiero wtedy, gdy zaczynamy wierzyć, że trzeba na nie zasłużyć (spoiler: nie trzeba i zaraz się o tym przekonasz).

„Autor” – czyli kto?

Zajrzyjmy na chwilę do Słownika języka polskiego PWN. On, w przeciwieństwie do naszego wewnętrznego krytyka, jest pozbawiony zapędów do oceniania.

autor
1. «twórca dzieła literackiego lub naukowego, też: dzieła sztuki, wynalazku, projektu itp.»
2. «inicjator jakiegoś przedsięwzięcia»
3. «wykonawca jakiejś czynności»

Jak widzisz, słownikowo sprawa jest banalnie prosta: autor to między innymi twórca tekstu. Słowo to nie określa dorobku ani liczby publikacji. Nie trzeba mieć debiutu na koncie czy też fanów w kolejce po autografy, żeby móc powiedzieć: „Tak, jestem autorem”. Pod skrótem „itp.” kryje się wszystko to, co wciąż umniejszasz. Kryją się tam Twoje słowa.

I nie ma znaczenie, co piszesz. Opowiadania, posty, wpisy na bloga, wiersze do szuflady, scenariusze na YouTube’a, instrukcje obsługi czy maile, które czasem wychodzą nieco za długie. W każdym przypadku Twoje słowa są równie ważne.

Tajna komisja ds. przyznawania tytułu autora

A teraz wyobraź sobie, że w naszym biurokratycznym świecie naprawdę powstaje tajny urząd, który przyznaje tytuł autora. Składasz wniosek, dołączasz próbki tekstów i czekasz. Na co? Aż ktoś uzna, że Twój styl jest już „wystarczający”, liczba poprawek „akceptowalna”, a wątpliwości „na odpowiednio niskim poziomie”.

Brzmi absurdalnie, prawda?

Na szczęście taki urząd nie istnieje. Nikt nie przyznaje prawa do bycia autorem, bo ono wynika z faktu pisania. A cała reszta to syndrom oszusta w przebraniu perfekcjonizmu.

Podpisane: autor

Bycie autorem nie obiecuje sukcesu ani nie gwarantuje zachwytu czytelników. To nie spokój czy przekonanie, że tekst jest bez zarzutu. To odpowiedzialność za to, co tworzysz, na etapie, na którym jesteś. Bez udawania i bez czekania na idealny moment.

Nadszedł więc czas, by powiedzieć to głośno: jesteś autorem. Nie – prawie autorem czy autorem w wersji demo, a prawdziwym autorem z krwi i kości. I warto się z tym oswoić, bo to słowo nie ocenia. Po prostu nazywa fakt.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Jeden komentarz