Mój mały literacki debiut dla WOŚP
Nie planowałam w najbliższym czasie literackiego debiutu. A jednak właśnie teraz on się wydarzył – dzięki historii, która powstała kilka lat temu. Wtedy była tylko domową sztuką teatralną, dziś wraca w nowej formie, jako bajka dla WOŚP.
Ten wpis to opowieść o tym, jak pandemia, dziecięca potrzeba teatru i jeden zupełnie nieoczywisty zestaw pacynek doprowadziły do powstania Krokodylej doli. A także o tym, dlaczego ten tekst doczekał się drugiego życia właśnie teraz.
Pandemia i niespodziewane pytanie
Cofnijmy się do początku 2022 roku. Trwa pandemia. Świat wszystkich ludzi skurczył się do czterech ścian, a znajoma rzeczywistość przestała istnieć na dłużej. Dzieci, którymi się wtedy opiekowałam, bawią się w salonie, aż tu nagle pada pytanie:
– Czy możemy iść do teatru?
Spojrzałam na rodziców chłopców z lekką konsternacją. Niby jak mieliśmy wytłumaczyć dziecku, że po ponad roku tej dziwacznej „normalności” jedyną rozrywką nadal pozostawały place zabaw?
– Niestety nie możemy, bo teatry są zamknięte – odpowiedziała ich mama. – Ale może to się niedługo zmieni – dodała, choć chyba sama już w to nie wierzyła.
Pamiętam smutek w oczach pięciolatka, któremu marzył się Czerwony Kapturek. Ten smutek był tak przejmujący, że postanowiliśmy zrobić coś, co w tamtym czasie było jednocześnie szalone i zupełnie naturalne – teatr w domu.
Rossmann, pacynki i nieplanowany zwrot akcji
Burza mózgów trwała cały wieczór. Pomysły zmieniały się co pięć minut, a każda nowa myśl od razu lądowała na papierze. Zapiski wyglądały jak mały chaos, jednak powoli rodził się plan. Trochę zabawny, trochę niedorzeczny, ale ważne, że mieliśmy w końcu punkt zaczepienia.

Następnego dnia wspomniałam o naszej sztuce mojej cioci. Gdy usłyszała, co planujemy, od razu wysłała mnie do Rossmanna, gdzie widziała pacynki, które mogły ułatwić nam zadanie. Wepchałam szybko maseczkę do kieszeni i ruszyłam na spacer do sklepu.
Na miejscu okazało się, że pacynki – owszem – są, ale został tylko jeden zestaw. I nie był to ten wymarzony Czerwony Kapturek. Cóż mogłam począć? Po konsultacji z mamą chłopców kupiłam go, z mocnym postanowieniem, że coś wykombinujemy.
W drodze powrotnej zaczęła kiełkować w mojej głowie pewna myśl: a może by tak napisać zupełnie nowe przedstawienie?
Improwizacja przejmuje stery
Kiedy wróciłam do domu, od razu padła propozycja:
– Możemy przerobić te pacynki na Czerwonego Kapturka. No wiesz, czerwona peleryna, chustka na głowie babci. Co myślisz?
Rzuciłam okiem na zdobyty zestaw. Nie było szans, by z krokodyla zrobić wilka. Do tego babcia z wąsami i brodą? To się nie mogło udać. Poza tym wciąż kołatały mi się po głowie słowa do całkiem innej sztuki. Poprosiłam więc tylko o jedno – o czas.
Tajne próby i wielka premiera w salonie

Usiadłam przed laptopem, otworzyłam nowy plik i zapisałam tytuł: Krokodyla dola. Po trzech godzinach pisania i niezliczonej liczbie poprawek powstała rymowana, pełna humoru sztuka teatralna, napisana specjalnie dla naszych dzieci.
Już w trakcie pisania rozdałam role. Sobie przypisałam głosy Błazna i Sierżanta, mama chłopców dostała Krokodyla i Księżniczkę, a ich tata miał stać się naszym narratorem. Plan wyglądał świetnie…, ale wciąż był tylko na papierze. Musieliśmy sprawdzić, czy w praktyce nie rozsypie się przy pierwszej próbie.
Kolejny wieczór oznaczał kolejne tajne zebranie. Miały to być próby, ale nauka ról szybko zeszła na drugi plan. Śmiechom nie było końca. Przygotowaliśmy nawet specjalne bilety do loży VIP, by dzieci na długo zapamiętały ten wyjątkowy spektakl.

Światła, muzyka i… zaczynamy
W końcu nadszedł dzień premiery. Chłopcy powędrowali do swojego pokoju, a my zabraliśmy się za zmienianie salonu w teatr. Pod regałem położyliśmy bokiem stół, za którym mogłyśmy się schować z naszymi ściągami, a na jego szczycie przymocowaliśmy zamek i pojemnik, który miał imitować klatkę. Jeszcze tylko niebieski materiał udający rzekę, światła i… gotowe. Czas zacząć.
Schowane za stołem czekałyśmy, aż narrator usadzi widownię i sam zajmie miejsce przy sprzęcie grającym. To on rozpoczynał sztukę, więc w ciszy nadsłuchiwałyśmy, kiedy padną pierwsze słowa.
Po nich na scenę wyszedł Błazen.
– Wow! – rozległo się na widowni.
Od razu pomyślałam, że jest dobrze. Trema minęła, jak ręką odjął, i zaczęła się prawdziwa zabawa. A gdy nasza sztuka dobiegła końca, dostaliśmy brawa, które z pewnością zapamiętam na długo.
Tekst, który dziś gra dla WOŚP
Tak właśnie narodziła się Krokodyla dola. Przez kolejne lata leżała gdzieś w odmętach laptopa, przykryta coraz grubszą warstwą wirtualnego kurzu. Tym bardziej cieszę się, że mogłam ją wyjąć i dać jej nowe życie. Zwłaszcza że wróciła w bardzo konkretnym celu.
Cały dochód ze sprzedaży e-booka Bajkogranie zostanie przekazany na 34. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Jeśli Ty też chcesz zagrać z nami i przy okazji przeczytać Krokodylą dolę, a także inne wspaniałe bajki z naszego zbioru opowiadań, kliknij przycisk i wpłać symboliczne 18 zł.
I to tyle ode mnie. Reszta już zależy od Ciebie. Zabierz Bajkogranie do domu i pozwól się porwać zabawie.



Zastanawiały mnie dialogi podczas lektury tej opowieści w zbiorze Bajkogranie, a teraz mam odpowiedź. Dziękuję, że się z nami podzieliłaś tymi historiami – prawdziwą i fikcyjną.
Cieszę się, że mogłam się nimi podzielić. Tą bajką przywołałam wiele pozytywnych wspomnień. Fajnie było na moment do tego wrócić.